czwartek, 13 kwietnia 2017

5 sposobów na pomadkę + trochę o eos

Trochę mnie tutaj nie było, ale wszystko to spowodowane jest brakiem komputera, który odmówił mi posłuszeństwa jakiś czas temu. Nareszcie został naprawiony i mogę znowu działać. Dzisiaj mam dla Was post o pomadkach a dokładniej o trikach jakie stosuje dzięki nim. Dowiedziałam się o nich z zagranicznych i polskich portali/ kanałów na YouTube już bardzo dawno i uważam, że ułatwiły wiele spraw. Dodatkowo chciałabym Wam powiedzieć trochę o eos, który jakiś czas temu miał swoje 5 minut. 

Zacznijmy od pomadkowych trików:

1. Pomadka na brwi!

Nasza pomadka nie musi służyć nam tylko do pielęgnowania ust, ale także może pomóc w zagęszczeniu naszych brwi, a dodatkowo ich przyciemnieniu. Do tego najlepiej wybrać pomadkę, która jest jako tako naturalna i ma w składzie olejek rycynowy. Ten bardzo dobrze działa na porost a także przyciemnia włoski. Gdy nie mamy pomadki o takich właściwościach można użyć także zwykłego olejku rycynowego. Kupimy go w każdej aptece za ok. 3 zł.

2. Uwydatnianie obojczyków !

My dziewczyny lubimy jak nasze kości obojczykowe ładnie się wyróżniają ( widać je). Gdy nałożymy odrobinę zwykłej bezbarwnej pomadki będą one ładniej widoczne. Pomadka bardziej skupi światło dzięki czemu nasze obojczyki będą ładnie błyszczeć i bardziej przyciągać uwagę!

3. Utrzymywanie perfum !

Kiedyś bardzo popularne były perfumy w kremie. Gdy posmarujemy miejsce pomadką i popsikamy je naszym ulubionym perfumem zapach będzie się dłużej trzymał !

4. Malowanie paznokci!

Zawsze denerwowało mnie to, gdy podczas malowania paznokci umazałam się lakierem i potem ciężko było mi to zmyć. Przeczytałam jakiś czas temu, że gdy posmaruję okolice skórek pomadką to łatwiej będzie mi zmyć później lakier. I faktycznie ! Olejki w pomadce dużo ułatwiają.

5. Żel do brwi !

Ja bardzo długo nie używałam żelu do brwi tylko używałam naturalnej pomadki zamiast niego! Efekt zadowalający.

Oczywiście najlepiej używać innych pomadek do ust, brwi, paznokci.

Teraz trochę o jajeczkach eos.

Ostatnio postanowiłam wydać pieniążki na znany pewnie wszystkim balsam do ust.

Słyszałam o tych jajeczkach dużo dobrego. Kupiłam o zapachu blueberry acai. Posiada w składzie witaminę E, masło shea i olej jojoba. Produkt posiada właściwości regenerujące, antybakteryjne i nawilżające. Jest w 95 % organiczny i 100% naturalny. ( przynajmniej tak jest napisane na opakowaniu).

Bardzo wpadło mi w oko opakowanie balsamu. Jest praktyczne i wszędzie się zmieści.

Faktycznie usta są fajnie nawilżone a sama kuleczka naprawdę bardzo ładnie pachnie. Wydaje mi się, że dzięki formule kulki będzie wydajna. Efekt nawilżenia długo utrzymuje się na ustach.  W chwili obecnej jest to najlepszy balsam do ust jaki wpadł mi w ręce ! Jestem bardzo zadowolona. W późniejszym czasie skuszę się do wypróbowania innych smaków.

Tak więc to na dzisiaj wszystko! Jaki jest Wasz ulubiony balsam do ust ? A może także Wy znacie jakieś triki właśnie z nimi? Piszcie w komentarzach, chętnie poczytam :>  Miłego wieczoru kochani !
Czytaj dalej »

sobota, 18 marca 2017

4 produkty do włosów na które warto zwrócić uwagę


Jest sobota a ja właśnie uporałam się ze sprzątaniem mieszkania i robieniem obiadu, bo zaraz wszyscy przyjdą. U mnie niestety jest zimno i do tego pada deszcz a miałam w planach robienie zdjęć w stylizacjach. Więc postanowiłam zrobić post o włosach. Dokładniej o kosmetykach na które warto zwrócić uwagę i które bardzo przypadły mi do gustu w ostatnim czasie.
Przedstawię Wam cztery najlepsze, które stosuję od jakiegoś czasu i uważam, że są genialne.
Więc zaczynajmy.

Na pierwszy ogień lecą szampony.
Pierwszym z nich będzie szampon Aussie Moist Miracle. Ja wybrałam do włosów zniszczonych i suchych ( niebieski). Pierwsze co od razu przyciąga to niesamowity zapach. Szampon pachnie jak guma balonowa. Można nałożyć go bardzo mało a i tak dobrze się pieni czyli mogę powiedzieć, że jest wydajny i wystarcza go na dość długo. Po jego użyciu włosy są miękkie i lśniące. Nie plączą się i pięknie pachną. Formuła z olejkiem australijskich orzechów makadamia nawilża suche i zniszczone włosy. Pomaga nam je odżywić i wygładzić. Orzechy makadamia stosowane są od bardzo dawna przez mieszkańców Australii jako produkt do pielęgnacji włosów. Cena tego szamponu nie przyciąga niestety bo produkt kosztuje ok. 22 zł za 300 ml. Ale efekty są zadowalające.

 Czyli podsumujmy :

ZALETY :


  • zapach
  • pomaga odżywić i wygładzić włosy
  • zawiera olejek z orzechów makadamia 
  • pozostawia włosy w dobrej kondycji
  • wydajny 

WADY:


  • zbyt wysoka cena 
  • małe opakowanie 
Następnym szamponem, który zwrócił moją uwagę jest Fiber therapy z Gliss Kur. Jest on do włosów przeciążonych koloryzacją i zabiegami stylizacyjnymi. Szampon posiada formułę Omegaplex, która regeneruje zerwane włókna wewnątrz włosa. Włosy odzyskują dobrą kondycję i są chronione przed przyszłymi zniszczeniami. Cóż... moim zdaniem zwykły szampon nie odbuduje nam mocno zniszczonych włosów. To jasne, że producenci piszą wszystko, żeby przyciągnąć uwagę potencjalnego klienta. Ale z pewnością może pomóc nam w odbudowie i regeneracji naszych włosów.  Ja używając ten szampon szczególnie zwróciłam uwagę na to jak miękkie stały się moje włosy po jego stosowaniu .Do tego i chyba jedno z ważnych spostrzeżeń - dobrze czyści skórę głowy. Produkt sprawdził się genialnie bo idealnie wygładził moje włosy. Kolejnym plusem jest zapach, który mówiąc szczerze z początku mnie nie ujął. Natomiast gdy zaczęłam myć włosy zapach stał się ładniejszy. Włosy stały się bardziej lśniące i ich objętość także była zadowalająca. Cena w porównaniu do Aussie także jest lepsza ponieważ kosztuje ok 13 zł. Mi udało się go dorwać po przecenie za 10 zł za 400 ml.

Podsumowanie:

ZALETY :

  • mniejsza cena
  • wydajny 
  • elegancka butelka 
  • włosy odżywione, lśniące, wygładzone
  • większa objętość 
WADY:
zapach zbyt słodki (oczywiście jak na mój gust)

I kolejny produkt australijskiej firmy. Tym razem będzie to odżywka 3 Minute Miracle.
 Czyli trzy minutowa maseczka dla naszych włosów. Głęboko wnika w strukturę włosa odżywia oraz odbudowuje zniszczone włosy nadając im wspaniały blask i elastyczność. I tu słuchajcie totalne bum ponieważ odżywka GENIALNIE sprawdza się i daje świetny efekt.Dobrze czyści skórę głowy. Już po pierwszym użyciu włosy są maksymalnie odżywione i wygładzone. Odżywka daje im niesamowitą miękkość i faktycznie elastyczność. Jak dla mnie zupełne WOW. Bardzo polecam ja z pewnością kupię kolejną butelkę. Cena oczywiście podobnie jak z szamponem. Wysoka, bo kosztuje ok. 23 -24 zł, ale można dorwać ją na przecenach za 18 zł. Jestem bardzo z niej zadowolona. Muszę dodać, że jest także bardzo wydajna.

Podsumowanie :

ZALETY:

  • wydajna
  • maksymalnie nawilża i wygładza 
  • cudowny zapach
  • pierwsze efekty już po pierwszym użyciu
WADY:

  • zbyt wysoka cena 


Ostatnim już kosmetykiem z niezawodnej czwórki jest kolejny produkt Aussie. Tym razem będzie to olejek z orzechów makadamia, olejek Jojoba oraz olejek z avocado. Jest to olejek do włsów zniszczonych. Po pierwsze to PRZECUDOWNY ZAPACH. Naprawdę jest idealny. Z przyjemnością nakłada się go na włosy. Co mogę jeszcze powiedzieć podobnie jak wyżej wymienione produkty odżywia i wygładza włosy. Jest idealny na końcówki. Nie przetłuszcza włosów co jest bardzo ważne przy olejkach. Żadna z nas nie lubi posklejanych włosów. Oczywiście nadaje blask. Produkt zawiera pompkę, która ułatwia aplikację. Wizualnie także jest dobrze wykonany i wygląda bardzo ładnie. Jest także dobry przy prostowaniu włosów - jednak ja staram się tego nie robić. Wolę po umyciu włosów naciągnąć je na szczotkę. Krótko i na temat : Robi wszystko to co powinien. Jest to najlepszy olejek jaki kiedykolwiek udało mi się dorwać w łapki. Cena to ok. 25 zł.

ZALETY:

  • wygładza
  • jest dobry przy prostowaniu włosów
  • nadaje blasku
  • PRZECUDOWNIE PACHNIE
  • ładnie wygląda
  • posiada pompkę
  • wydajny
  • nie przetłuszcza włosów
  • jest bardzo dobry na końcówki
  • odżywia
WADY:

  • Dość wysoka cena

Dzisiejszy post totalnie zdominowały kosmetyki marki Aussie. Ale słusznie, ponieważ są naprawdę dobre i mimo wszystko warte swojej ceny. Ich zapach jest po prostu cudowny - zwłaszcza zapach olejku. Ja jestem zachwycona. Szampon Gliss Kur także jest rewelacyjny. Polecam.

Na dzisiaj to już wszystko i mam nadzieje, że post Wam si e podobał. Piszcie w komentarzach co sądzicie i jakich kosmetyków do włosów wy używacie. Miłego dnia x Dziękuje za ostatnie komentarze!


Jak Wam mija weekend ? Ja po obejrzeniu filmu ,,Chata'' na którym byłam ostatnio w kinie, zabrałam się za czytanie książki. Już niedługo dodam recenzję tego filmu. A jak z Wami ? Polecacie jakieś fajne książki?
Czytaj dalej »

niedziela, 5 marca 2017

Bell HYPOAllergrenic Eye Brow Set - czyli nie za drogo a dokładnie?

Cześć wszystkim,

Dzisiejszy post będzie o brwiach. Brwi to nieodłączny element makijażu. To one sprawiają, że nasza twarz wygląda bardziej wyraźnie. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić produkt na który niedawno natknęłam się w drogerii. Mowa tutaj o BELL HYPOAllergenic Eye Brow Set. Już od dawna zastanawiałam się nad malowaniem brwi cieniami. Na ogół podkreślałam je zestawem Eyebrows creator z Lovely oraz Brow Modelling Stick z Bell. Będąc w drogerii chciałam kupić zestaw z Lovely ponieważ mi się skończył - tylko tą wersję ciemniejszą, bo uznałam, że ta którą posiadałam była nieco za jasna dla mnie. W tym momencie natknęłam się na Eye Brow Set z Bell. Zainteresowała mnie cena ponieważ produkt kosztował niecałe 17 zł. W porównaniu do zestawu z Lovely to duża różnica, bo Eyebrows creator kosztuje ok 40 zł. Postanowiłam przetestować ten zestaw. I tak chciałam spróbować cieni. 


Opakowanie prezentuje się jak na zdjęciu. Jest bardzo praktyczne co oznacza, że możemy zabrać go wszędzie i nie zajmie nam zbyt dużo miejsca. 
Po otworzeniu pudełka widzimy, że zestaw zawiera dwa cienie, żel oraz szczoteczkę i pędzelek oraz lusterko. 




















Ja kupiłam odcień o numerze 01. I to była chyba dobra decyzja.

Najpierw dokładnie wyregulowałam moje brwi. Mój cały codzienny makijaż jest już na zdjęciu prawie gotowy. Brakuje tylko brwi.

Najpierw nakładam na brwi żel i wyczesuję dokładnie później podkreślam dolną granicę brwi. Później podkreślam brwi na łuku a na końcu przód. Robię wszystko tym jaśniejszym kolorem. Rozczesuję brwi szczoteczką usuwając nadmiar produktu. Kolejnym krokiem jest użycie ciemniejszego cienia na łuk. Poprawiam. Najmniej produktu daje na przód. ( AH TE MOJE FACHOWE NAZWY). Nie chcę żeby brwi były zbyt przerysowane a ładnie podkreślone. Rozczesuję jeszcze raz nadmiar produktu i brwi gotowe! Zobaczcie na efekt.

Wybaczcie jakość, ale słońce przestało ze mną pracować nawet w kuchni. Moim zdaniem efekt jest całkiem okej. Jedynie co chciałabym zmienić w tym zestawie to pędzelek, który powinien być nieco cieńszy. Brwi są bardziej podkreślone i widoczne a do tego ładnie wyczesane i ułożone. Cienie nie sypią się i nie rozwalają. Wszytko według mnie idealne pasuje. Jak dla mnie super i do tego o wiele taniej co jest ogromnym plusem.
Według mnie produkt jest warty polecenia.

Na koniec poprawiłam jeszcze nieco rzęsy żeby bardziej się odznaczały.
Tak więc ja już jestem gotowa i lecę na niedzielny obiad! Mam nadzieje, że post się podobał. Z tego co mówią moi znajomi to robię wszystko na opak jeśli chodzi o malowanie brwi haha a jak jest u Was ? Jakie są Wasze sposoby? A może jesteście szczęściarami i macie na tyle ładne i gęste brwi, że nie musicie nic z nimi robić? Piszcie w komentarzach jakie są Wasze sposoby na malowanie tego elementu makijażu! No i czy post Wam się podobał ? Dziękuje za ostatnie komentarze! Miłej niedzieli kochani x

Post powstał dzięki współpracy z portalem Kobiece Porady  Znajdziecie tam wiele artykułów o różnej tematyce! Polecam!
Czytaj dalej »

czwartek, 9 lutego 2017

DIY płynna pomadka Kylie Jenner - jak zrobić swoją ?

Witam Was moje drogie, bo to raczej post dla Was. Przychodzę do Was po dłuższej przerwie z postem tym razem DIY na temat płynnej pomadki. Dzisiaj pokażę Wam jak zrobić własną płynną matową pomadkę coś w stylu Kylie Jenner.

Przez okres mojej nieobecności dużo się wydarzyło. Moja 18, część egzaminów na prawo jazdy ( jeszcze tylko jeden i prawko w kieszeni). Pro po tego ! Nigdy w życiu tak się nie stresowałam! A to dopiero była teoria, a praktyka jeszcze przede mną. Trzymajcie mocno kciuki w środę! Co chwilę coś. Oczywiście te wszystkie rzeczy skutkują brakiem czasu na posty, a pomysłów w głowie masa!

Nie przedłużając przejdźmy do głównego tematu dzisiejszego postu ! Czyli jak zrobić pomadkę w stylu Kylie Jenner nie wydając na nią ok 150 zł jeśli się nie mylę. Zaczynajmy!

Na początek zacznijmy od rzeczy, które będą nam potrzebne:

1. Podkład - najlepiej taki, który nie używacie. Szkoda by było użyć coś co będzie nam jeszcze potrzebne.
2. Bronzer i cień do powiek - posłużą nam one jako pigmenty.
3. Puder - też najlepiej taki, który nie jest Wam potrzebny.
4. Olejek - pomadka dzięki niemu nie będzie zbyt wysuszająca.
5. Jakieś czyste naczynie.
6. Łyżeczka.

Ja osobiście chciałam by moja pomadka wpadała w kolor brązowy. Z racji tego użyłam nieco ciemniejszego podkładu i więcej bronzera. Jeśli chcecie by pomadka miała inny odcień niż brązowy użyjcie jaśniejszych pigmentów.

Do zrobienia mojej pomadki użyłam podkładu BB z Garniera.
Jako podkład sam w sobie się u mnie nie sprawdził, ale za to doskonale sprawdził się w tym zadaniu, więc niekoniecznie się zmarnuje.

Następnym produktem użytym do mojej pomadki jest bronzer z paletki Rimmel Kate Moss. Nie był najgorszy, ale teraz znalazłam lepszy dlatego też tego nie używam.
Tak więc mieszamy nasz podkład z bronzerem. Nie mogę powiedzieć Wam jakie są dokładne proporcje ponieważ wszystko robiłam na oko. Nie polecam jedynie dodawać zbyt dużo podkładu ponieważ będziecie musieli dodać więcej pigmentów, żeby konsystencja była odpowiednia.

Kolejnym elementem naszej pomadki są cienie. I tu wybór należy do Was. Zależy jaki kolor chcielibyście uzyskać. Próbujcie!
Ja wybrałam ciemny róż, by schłodzić trochę odcień. 
Następnym krokiem jest wymieszanie wszystkiego razem. Na koniec dodajemy kilka kropel olejku. Ja wybrałam tradycyjnie jak do wszystkiego olejek rycynowy, który dobrze nawilża. Mieszamy wszystko ostatni raz do uzyskania kremowej konsystencji bez grudek. 
Pomadka jest już gotowa! Kolor wyszedł taki jaki chciałam. A mianowicie jasny brąz. 

Po nałożeniu na usta wygląda dobrze. Przyjemnie także się nosi. Oczywiście nie można tutaj mówić o tym, że pomadka jest tak samo dobra jak pomadka Kylie, bo to nie do końca tak. Nie można porównywać takich sposobów do kosmetyków z wysokiej półki. Ale pomadka naprawdę nosi się bardzo przyjemnie. Prawie nie czuć jej na ustach. Jest matowa. Sprawdza się także przy teście dłoni - nie odciska się. Minus to oczywiście trwałość - nie oszukujmy się z podkładu, bronzera i cieni cudów nie zrobimy, ale za to kolorki wychodzą naprawdę bardzo ładne. Ja sama byłam sceptycznie nastawiona do tego DIY, ale po zrobieniu tego zmieniam zdanie. 

A jak z Wami? Spróbujecie? Dajcie znać w komentarzu jak Wam wyszło! Pozdrawiam cieplutko w te mroźne dni i życzę spokojnej nocy! Dziękuje za ostatnie komentarze! Miłe słowa od Was to najlepsza motywacja dla blogera. Dziękuję jeszcze raz! Trzymajcie się!
Czytaj dalej »

wtorek, 3 stycznia 2017

Moja sylwestrowa stylizacja + kosmetyki

Święta i Sylwester minęły szybko. Zbyt szybko, bo nawet nie zdążyłam w pełni wypocząć, a tu już natłok obowiązków. Od początku tygodnia biegam z papierami na praktyki. Mam już naprawdę dość. Do tego dochodzą jeszcze szkolne obowiązki i kurs na prawo jazdy. Nie lubię takiej bieganiny. Wolę wszystko robić na spokojnie. Niestety ostatnio to u mnie niemożliwe. Jak Wam kochani minęły święta? Jak spędziliście Nowy Rok? Jakie są Wasze postanowienia noworoczne? Ja to na pewno muszę zrzucić kilogramy zebrane w Święta. Obiecałam Wam, że wstawię moją sylwestrową stylizację. Trochę z opóźnieniem, ale mam nadzieje, że mi to wybaczycie.

Więc zacznijmy.

W tym roku Sylwestrową noc spędziłam w gronie znajomych i chłopaka w restauracji. TYLE JEDZENIA MÓWIĘ WAM. Kończę już z tym jedzeniem przecież mam zrzucać kilogramy a nie nabierać.
Wracając do tej restauracji. W tym roku postanowiłam ubrać się bardziej elegancko. Już jakiś czas temu przeglądając stronę mojego ulubionego sklepu z sukienkami upatrzyłam sobie prześliczną turkusową (?) sukienkę. Tak czy siak przykuła moją uwagę właśnie tym kolorem. Druga rzecz jaka mnie ujęła w tej sukience to wspaniały krój. Wstawię Wam tu zdjęcie ze strony internetowej Mohito, bo właśnie o tym sklepie mówię.
Szukałam jej wszędzie w pobliskich salonach i nic. Dopiero znalazłam ją najbliżej w Bielsku! Tak więc popłakałam Dawidowi jak to mi się bardzo ona podoba i jak bardzo pasowałaby do jego marynarki, że w końcu miał mnie dość ( a raczej mojego gadania) i zawiózł mnie do Bielska po sukienkę! Od razu jak wpadłam do Mohito szukałam tego pięknego koloru, ale nigdzie go nie było. Po jakimś czasie zobaczyłam ją na wieszaku. Niestety rozczarowałam się ponieważ kolor, który tak bardzo mnie urzekł okazał się  ciemniejszy niż na zdjęciu. 
Mimo wszystko postanowiłam ją kupić, bo i tak krój był świetny. Bardzo spodobało mi się wycięcie. Po za tym sukienka jest bardzo wygodna i lekka. Ma bardzo pomysłowe rękawy. Jak dla mnie mimo tego koloru nadal bomba! Kupiłam ją po 119 zł. Kilka dni przed sylwestrem ( na moje nieszczęście) została przeceniona na 79.99 zł. 

Teraz przejdźmy do butów. Buty kupiłam w Reserved dzień przed Sylwestrem. Są one wykonane z zamszu. Świetnie prezentują się na nodze. 
Mimo, że są dość wysokie i co więcej na cienkim obcasie są naprawdę wygodne. Dałam radę przetańczyć w nich od godziny 19.00 do 5.00 rano. Z drobnymi przerwami na jedzonko i toaletę. Co jeszcze lepsze ! Normalnie kosztowały 199, 99 zł, a mi udało je się zdobyć za połowę mniej. Czyli kupiłam je za 99.99 zł ! Więc buty strzał w dziesiątkę jak dla mnie! 

Teraz przejdźmy do kosmetyków! 

Zacznę od podkładu. Użyłam tego, którego używam na co dzień, ponieważ jak dla mnie jest idealny i znakomicie kryje. 
Jest to odcień N2 Vanilla. Podkład jest firmy L'OREAL. Co tu dużo mówić. Podkład nie jest tym najtańszym, bo kosztuje 59,99 zł. Ja jednak kupuje go zawsze na przecenie za ok. 30-40 zł. Jak dla mnie jest idealny. Ogólnie bardzo lubię kosmetyki L'OREAL. 

Następnie użyłam tuszu do rzęs z Rimmel. 
Jest dobra, ale jak na mój gust nie najlepsza. Nie wydłuża rzęs tak jakbym tego chciała. Niestety tylko ją miałam pod ręką. Osobiście o wiele bardziej wolę i polecam tę:
Ta jak najbardziej spełnia moje oczekiwania. Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Obie kosztują około 35 zł. 

W tym roku postawiłam na czerwony kolor ust. Nie lubię bardzo czerwonych, jaskrawych szminek. Jeśli czerwony to jak dla mnie musi być bardziej stonowany i nieco ciemniejszy. Bardziej bordo niż typowa jaskrawa czerwień. Dlatego użyłam szminki również marki Rimmel. 

Jest to seria od Kate Moss. Ja bardzo lubię tą szminkę. Jest bardzo w moim typie. Kosztowało około 25 zł. Nie wiem jak teraz, bo zakupiłam ją już jakiś czas temu.

Do konturowania twarzy użyłam kompletu z firmy Avon. Zawiera rozświetlacz oraz bronzer. Rozświetlacz posiada brokat, który dodaje zdrowego blasku. Bronzer jest matowy. Jak dla mnie zestaw jest idealny. 


 Dostałam go w prezencie, więc nie znam dokładnej ceny. Ale z tego co się orientuję kosztuje ok. 40 zł.
Kolejnym produktem, którego użyłam do makijażu jest puder brązujący z firmy Oriflame. Kosztuje około 40 zł może mniej. Nie wiem, bo też dostałam go w prezencie. 
Do brwi używam dwóch produktów. Pierwszy to zestaw do stylizacji brwi z lovely. 
Zawiera dwa szablony, które mają ułatwiać stylizację brwi. Natomiast ja z nich nie korzystam ponieważ uważam, że jest to bez sensu, bo brwi każdy ma inne.
W zestawie jest także skośny pędzelek do brwi. Brązowy cień i koloryzujący żel fixujący do wypełnienia i podkreślenia kształtu brwi. Do zestawu dołączony jest także rozświetlacz pod łuk brwiowy oraz pęseta. Jak dla mnie zestawi jest świetny i co najważniejsze wydajny. 
Kosztował około 40 zł 
Ja dodatkowo brwi lekko wypełniam jeszcze woskiem z Bell. Oraz przeczesuję szczoteczką przeznaczoną do brwi. 


Jest dobry, ale z pewnością nie taki trwały jak go opisują na opakowaniu. Kosztuje około 15 zł.


Uważam, że makijaż nie jest zbyt wyrazisty. Delikatny. Ja lubię takie najbardziej. 

Włosy pokręciłam oczywiście moją ukochaną lokówką BaByliss, którą dostałam w prezencie. Loki wystylizowałam  delikatnie. Nie chciałam efektu mocnych sprężynek. Bardziej chodziło mi o taki efekt jak na zdjęciach. 

Jak Wam się podoba? Jak wy byliście ubrani tej nocy? Piszcie w komentarzach. 
Skoro już mowa o komentarzach dziękuje za ostatnie! Nie ma nic co bardziej motywuje. Pozdrawiam i życzę Wam miłego wieczoru i spokojnej nocy. Buziaki x 


Czytaj dalej »