Witam Was moi drodzy w kolejnym poście. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję palety cieni WIBO GoNude. Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat poprzedniej paletki z tej serii ( Smoky). Cienie podobno bardzo się osypują i kolory, które miały być odcieniami wpadającymi w fiolet są po prostu szare. Macie tą paletkę? Jak ją oceniacie ? Zgadzacie się z tymi opiniami? Ja osobiście na codzień cieniami się nie maluję. Jestem fanką naturalnego makijażu, który lekko podkreśla urodę. Jednak czasami lubię podkreślić nieco mocjniej swoje oko. Zwłaszcza kiedy gdzieś wychodzę. Będąc w Rossmanie zainteresowałam się tą paletką. Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad kupnem czegoś czym mogłabym bardziej podkreślić swoje oczy. Tak więc w mojej kosmetyczce pojawiła się paleta GoNude Sex appeal edidtion.
***
Bardzo podoba mi się opakowanie. Jest bardzo estetyczne i ładne.
***
Skoro jesteśmy już przy opakowaniu. Jest całkiem solidnie wykonane z materiału metalowego. Paletka posiada 12 kolorów. |Nude|Dimond|Sand|Party|Brick|Gold Bar|Cinnamon|Choco|Sexiness|Player|Spicy|Revolver|. Paleta przypomina mi Naked 3. Jest mocno inspirowana właśnie ty produktem.
Ja bardzo lubię odcienie brązu/ nude które przeważają w tym produkcie. W zestawie jest również pędzelek, który według mnie jest dobry i fajnie nakłada się nim cienie oraz lusterko, którego nie używam ponieważ zazwyczaj wolę swoje.
Jak już pisałam wcześniej nie stosuję cieni na codzień a jeśli już to robię to lekko podkreślam powieki ( najczęściej przyciemniam jednym cieniem). Żeby przetestować paletkę użyłam dwóch cieni.
***
Sand to ciepły odcień beżu / brązu. Wykończenie posiada matowe.
Brick jak dla mnie to klasyczny brąz o także matowym wykończeniu.
Sand i Brick bardzo często ze sobą łączę. Są to moje dwa ulubione cienie z tej palety.
***
Zazwyczaj właśnie tak lekko podkreślam swoje oczy.
Co do paletki. Muszę przyznać, że lekko się osypują, ale nie jest to jakoś bardzo uciążliwe i nie niszczy całego makijażu. Cienie matowe są świetnie napigmentowane co daje nam bardzo fajne możliwości na tworzenie różnych kombinacji. Co do świecących - ciężko się je nakłada. Przynajmniej te złote kolory. Natomiast mi to zupełnie wystarczy z racji tego, że makijaż oczu nie jest mi za bardzo potrzebny.
Jestem zadowolona z paletki. Kolory, które zazwyczaj używam bardzo dobrze się sprawdzają, ale jeśli mam ocenić całą paletkę to daje jej 7/10.
Co mi w niej odpowiada?
Zdecydowanie matowe kolory. Mają fajny pigment tak jak już wspominałam oraz bardzo przyjemnie się nimi pracuje.
Co bym w niej zmieniła?
Jestem pewna, że w następnej paletce jaką wypuści WIBO chciałabym, żeby cienie świecące nakładały się znaczenie przyjemniej.
Podsumowanie :
Cena : ok 40 zł. - troszkę za wysoka.
Fajny pigment matowych kolorów i przyjemna aplikacja.
Świecące cienie do poprawy jak na mój gust.
Dobry pędzelek.
Porządne opakowanie.
Co wy sądzicie o tej paletce ? Macie ją ? Zgadzacie się z moją opinią ? Jaka jest Wasza ulubiona paleta cieni ? Piszcie w komentarzach! Do następnego postu.
Witam Was moi drodzy w kolejnym poście. Nie wiem jak Wy, ale ja cieszę się pięknym wakacyjnym słońcem. Co prawda cieszę się nim w domu ponieważ w tym roku nigdzie nie wyjeżdżam przynajmniej nigdzie daleko. A jak Wy? Wybieracie się gdzieś na wakacje? jakieś egzotyczne kraje? Odwiedziny najbliższych? A może jakieś spontaniczne tripy jak ja? Chwalcie się w komentarzach !
W poszukiwaniu składników do kosmetycznego DIY, które pojawi się niedługo na blogu natknęłam się na jedną z pomadek, która miała/ ma swoje pięć minut.Chciałam kupić ją dużo wcześniej, ale niestety nie udało mi się jej dostać w żadnej drogerii ponieważ był na nią tak duży szał. Cieszę się, że jednak udało mi się ją przetestować. Tak jak już pewnie się domyślacie (albo tak jak pisze w tytule posta) mówię o płynnej matowej pomadce od Lovely Klips. I od razu podkreślam, że nie będę porównywać tego produktu do pomadek od Kylie, bo tych porównań jest już tysiące i moim zdaniem niesłusznie porównuje się ten kosmetyk do tego od Jenner. Idea ta sama, ale produkt inny. I szczerze mówiąc denerwuje mnie to ponieważ nigdzie byłam w stanie znaleźć żadnej obiektywnej opinii na jej temat. Znalazłam jedynie wiele komentarzy, które mówiły, że produkt nie dorównuje pomadkom od Kylie. No ale moim zdaniem chyba nie ma dorównywać ... ma być po prostu dobra.
opakowanie
opakowanie
opakowanie
Ja posiadam odcień milky brown. Bardzo lubię ostatnio kolory tego typu. Z resztą pasują do większości dziewczyn o ciemnych włosach i karnacji. Opakowanie bardzo mi się podoba. Na przodzie możemy zauważyć usta, które są już zbliżone do koloru pomadki, którą wybieramy. Po boku jest postać jakiejś kobietki a z drugiej strony mamy pokazany lip kit znajdujący się w środku.
od producenta
Producent mówi :Zestaw do wykonania makijażu ust. Zawiera płynną pomadkę o matowym wykończeniu i konturówkę w tym samym kolorze. - Czyli nic czego byśmy nie widzieli i czego byśmy się nie domyślili.
swatch
lip kit po odpakowaniu
Opakowanie w środku całkiem w porządku. Przynajmniej nic nam nie lata wszystko jest stabilne.
Co mogę powiedzieć o samym kosmetyku/ kosmetykach. Na pewno to, że konturówka jest mięciutka i bardzo fajnie się nią pracuje. Kolor bardzo ładny - jesienny na moje oko.
Sama pomadka jest bardzo przyjemna i nie klei się po nałożeniu na usta tak jak w pomadce z Wibo. Co jest wielkim plusem. Nie czuć jej na ustach. Zapach produktu nie jest zadowalający - chemiczny. Ale większość drogeryjnych pomadek właśnie nie pachnie najlepiej. Konturówka i pomadka są identyczne. Niektóre dziewczyny mówią, że oba produkty lekko się różnią. Ja nie jestem aż tak bardzo wybredna żeby doszukiwać się wad tylko dlatego żeby na koniec stwierdzić, że pomadka nie jest jak pomadka Kylie Jenner.
Teraz coś co jest chyba najważniejsze - trwałość!
Jak na pomadkę za 25 zł ( tak teraz kosztuje 25 zł) ...jest świetna! Utrzymuje się na ustach przez większość dnia i w trakcie wykonywania codziennych czynności.Co prawda pod koniec dnia nie wygląda identycznie tak jak po nałożeniu ale jak dla mnie super!
tak prezentuje się na ustach
Moim zdaniem cały lip kit jest bardzo dobry. Doszukiwanie się różnic między pomadkami od Kylie a pomadkami od Lovely jest po prostu bez najmniejszego sensu ponieważ są to całkiem dwie inne rzeczy i moim zdaniem to, że produkt jeden i drugi ma usta na pudełku nie czyni go tym samym ani żadną podróbką. Przecież to produkt do ust.
Zostawiam Was z moją opinią. Piszcie w komentarzach co sądzicie na ten temat. Piszcie też pytania do Q&A jeśli macie ochotę. Prowadzę tego bloga już prawie rok ! Warto byłoby coś o sobie powiedzieć! Jak Wam mijają wakacje?
Dziękuje za ostatnie komentarze :> Motywacja jak żadna inna <3 Buziaki i do następnego postu!
Jest sobota a ja właśnie uporałam się ze sprzątaniem mieszkania i robieniem obiadu, bo zaraz wszyscy przyjdą. U mnie niestety jest zimno i do tego pada deszcz a miałam w planach robienie zdjęć w stylizacjach. Więc postanowiłam zrobić post o włosach. Dokładniej o kosmetykach na które warto zwrócić uwagę i które bardzo przypadły mi do gustu w ostatnim czasie.
Przedstawię Wam cztery najlepsze, które stosuję od jakiegoś czasu i uważam, że są genialne.
Więc zaczynajmy.
Na pierwszy ogień lecą szampony. Pierwszym z nich będzie szampon Aussie Moist Miracle. Ja wybrałam do włosów zniszczonych i suchych ( niebieski). Pierwsze co od razu przyciąga to niesamowity zapach. Szampon pachnie jak guma balonowa. Można nałożyć go bardzo mało a i tak dobrze się pieni czyli mogę powiedzieć, że jest wydajny i wystarcza go na dość długo. Po jego użyciu włosy są miękkie i lśniące. Nie plączą się i pięknie pachną. Formuła z olejkiem australijskich orzechów makadamia nawilża suche i zniszczone włosy. Pomaga nam je odżywić i wygładzić. Orzechy makadamia stosowane są od bardzo dawna przez mieszkańców Australii jako produkt do pielęgnacji włosów. Cena tego szamponu nie przyciąga niestety bo produkt kosztuje ok. 22 zł za 300 ml. Ale efekty są zadowalające.
Czyli podsumujmy :
ZALETY :
zapach
pomaga odżywić i wygładzić włosy
zawiera olejek z orzechów makadamia
pozostawia włosy w dobrej kondycji
wydajny
WADY:
zbyt wysoka cena
małe opakowanie
Następnym szamponem, który zwrócił moją uwagę jest Fiber therapy z Gliss Kur. Jest on do włosów przeciążonych koloryzacją i zabiegami stylizacyjnymi. Szampon posiada formułę Omegaplex, która regeneruje zerwane włókna wewnątrz włosa. Włosy odzyskują dobrą kondycję i są chronione przed przyszłymi zniszczeniami. Cóż... moim zdaniem zwykły szampon nie odbuduje nam mocno zniszczonych włosów. To jasne, że producenci piszą wszystko, żeby przyciągnąć uwagę potencjalnego klienta. Ale z pewnością może pomóc nam w odbudowie i regeneracji naszych włosów. Ja używając ten szampon szczególnie zwróciłam uwagę na to jak miękkie stały się moje włosy po jego stosowaniu .Do tego i chyba jedno z ważnych spostrzeżeń - dobrze czyści skórę głowy. Produkt sprawdził się genialnie bo idealnie wygładził moje włosy. Kolejnym plusem jest zapach, który mówiąc szczerze z początku mnie nie ujął. Natomiast gdy zaczęłam myć włosy zapach stał się ładniejszy. Włosy stały się bardziej lśniące i ich objętość także była zadowalająca. Cena w porównaniu do Aussie także jest lepsza ponieważ kosztuje ok 13 zł. Mi udało się go dorwać po przecenie za 10 zł za 400 ml.
Podsumowanie:
ZALETY :
mniejsza cena
wydajny
elegancka butelka
włosy odżywione, lśniące, wygładzone
większa objętość
WADY:
zapach zbyt słodki (oczywiście jak na mój gust)
I kolejny produkt australijskiej firmy. Tym razem będzie to odżywka 3 Minute Miracle. Czyli trzy minutowa maseczka dla naszych włosów. Głęboko wnika w strukturę włosa odżywia oraz odbudowuje zniszczone włosy nadając im wspaniały blask i elastyczność. I tu słuchajcie totalne bum ponieważ odżywka GENIALNIE sprawdza się i daje świetny efekt.Dobrze czyści skórę głowy. Już po pierwszym użyciu włosy są maksymalnie odżywione i wygładzone. Odżywka daje im niesamowitą miękkość i faktycznie elastyczność. Jak dla mnie zupełne WOW. Bardzo polecam ja z pewnością kupię kolejną butelkę. Cena oczywiście podobnie jak z szamponem. Wysoka, bo kosztuje ok. 23 -24 zł, ale można dorwać ją na przecenach za 18 zł. Jestem bardzo z niej zadowolona. Muszę dodać, że jest także bardzo wydajna.
Podsumowanie :
ZALETY:
wydajna
maksymalnie nawilża i wygładza
cudowny zapach
pierwsze efekty już po pierwszym użyciu
WADY:
zbyt wysoka cena
Ostatnim już kosmetykiem z niezawodnej czwórki jest kolejny produkt Aussie. Tym razem będzie to olejek z orzechów makadamia, olejek Jojoba oraz olejek z avocado. Jest to olejek do włsów zniszczonych. Po pierwsze to PRZECUDOWNY ZAPACH. Naprawdę jest idealny. Z przyjemnością nakłada się go na włosy. Co mogę jeszcze powiedzieć podobnie jak wyżej wymienione produkty odżywia i wygładza włosy. Jest idealny na końcówki. Nie przetłuszcza włosów co jest bardzo ważne przy olejkach. Żadna z nas nie lubi posklejanych włosów. Oczywiście nadaje blask. Produkt zawiera pompkę, która ułatwia aplikację. Wizualnie także jest dobrze wykonany i wygląda bardzo ładnie. Jest także dobry przy prostowaniu włosów - jednak ja staram się tego nie robić. Wolę po umyciu włosów naciągnąć je na szczotkę. Krótko i na temat : Robi wszystko to co powinien. Jest to najlepszy olejek jaki kiedykolwiek udało mi się dorwać w łapki. Cena to ok. 25 zł.
ZALETY:
wygładza
jest dobry przy prostowaniu włosów
nadaje blasku
PRZECUDOWNIE PACHNIE
ładnie wygląda
posiada pompkę
wydajny
nie przetłuszcza włosów
jest bardzo dobry na końcówki
odżywia
WADY:
Dość wysoka cena
Dzisiejszy post totalnie zdominowały kosmetyki marki Aussie. Ale słusznie, ponieważ są naprawdę dobre i mimo wszystko warte swojej ceny. Ich zapach jest po prostu cudowny - zwłaszcza zapach olejku. Ja jestem zachwycona. Szampon Gliss Kur także jest rewelacyjny. Polecam.
Na dzisiaj to już wszystko i mam nadzieje, że post Wam si e podobał. Piszcie w komentarzach co sądzicie i jakich kosmetyków do włosów wy używacie. Miłego dnia x Dziękuje za ostatnie komentarze!
Jak Wam mija weekend ? Ja po obejrzeniu filmu ,,Chata'' na którym byłam ostatnio w kinie, zabrałam się za czytanie książki. Już niedługo dodam recenzję tego filmu. A jak z Wami ? Polecacie jakieś fajne książki?
Dzisiejszy post będzie o brwiach. Brwi to nieodłączny element makijażu. To one sprawiają, że nasza twarz wygląda bardziej wyraźnie. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić produkt na który niedawno natknęłam się w drogerii. Mowa tutaj o BELL HYPOAllergenic Eye Brow Set. Już od dawna zastanawiałam się nad malowaniem brwi cieniami. Na ogół podkreślałam je zestawem Eyebrows creator z Lovely oraz Brow Modelling Stick z Bell. Będąc w drogerii chciałam kupić zestaw z Lovely ponieważ mi się skończył - tylko tą wersję ciemniejszą, bo uznałam, że ta którą posiadałam była nieco za jasna dla mnie. W tym momencie natknęłam się na Eye Brow Set z Bell. Zainteresowała mnie cena ponieważ produkt kosztował niecałe 17 zł. W porównaniu do zestawu z Lovely to duża różnica, bo Eyebrows creator kosztuje ok 40 zł. Postanowiłam przetestować ten zestaw. I tak chciałam spróbować cieni.
Opakowanie prezentuje się jak na zdjęciu. Jest bardzo praktyczne co oznacza, że możemy zabrać go wszędzie i nie zajmie nam zbyt dużo miejsca.
Po otworzeniu pudełka widzimy, że zestaw zawiera dwa cienie, żel oraz szczoteczkę i pędzelek oraz lusterko.
Ja kupiłam odcień o numerze 01. I to była chyba dobra decyzja.
Najpierw dokładnie wyregulowałam moje brwi. Mój cały codzienny makijaż jest już na zdjęciu prawie gotowy. Brakuje tylko brwi.
Najpierw nakładam na brwi żel i wyczesuję dokładnie później podkreślam dolną granicę brwi. Później podkreślam brwi na łuku a na końcu przód. Robię wszystko tym jaśniejszym kolorem. Rozczesuję brwi szczoteczką usuwając nadmiar produktu. Kolejnym krokiem jest użycie ciemniejszego cienia na łuk. Poprawiam. Najmniej produktu daje na przód. ( AH TE MOJE FACHOWE NAZWY). Nie chcę żeby brwi były zbyt przerysowane a ładnie podkreślone. Rozczesuję jeszcze raz nadmiar produktu i brwi gotowe! Zobaczcie na efekt.
Wybaczcie jakość, ale słońce przestało ze mną pracować nawet w kuchni. Moim zdaniem efekt jest całkiem okej. Jedynie co chciałabym zmienić w tym zestawie to pędzelek, który powinien być nieco cieńszy. Brwi są bardziej podkreślone i widoczne a do tego ładnie wyczesane i ułożone. Cienie nie sypią się i nie rozwalają. Wszytko według mnie idealne pasuje. Jak dla mnie super i do tego o wiele taniej co jest ogromnym plusem.
Według mnie produkt jest warty polecenia.
Na koniec poprawiłam jeszcze nieco rzęsy żeby bardziej się odznaczały.
Tak więc ja już jestem gotowa i lecę na niedzielny obiad! Mam nadzieje, że post się podobał. Z tego co mówią moi znajomi to robię wszystko na opak jeśli chodzi o malowanie brwi haha a jak jest u Was ? Jakie są Wasze sposoby? A może jesteście szczęściarami i macie na tyle ładne i gęste brwi, że nie musicie nic z nimi robić? Piszcie w komentarzach jakie są Wasze sposoby na malowanie tego elementu makijażu! No i czy post Wam się podobał ? Dziękuje za ostatnie komentarze! Miłej niedzieli kochani x
Post powstał dzięki współpracy z portalem Kobiece Porady Znajdziecie tam wiele artykułów o różnej tematyce! Polecam!
Witam Was moi kochani w kolejnym poście. Święta już za kilka dni i każdy biega i załatwia różne sprawy. Nie ukrywam, że ja także. Co za tym idzie mam mało czasu na bloga. Jednak pomiędzy kursem na prawo jazdy, świątecznymi porządkami, gotowaniem, załatwianiem ostatnich spraw w tym roku, znalazłam trochę czasu na napisanie obiecanego posta. Mam nadzieję, że po nowym roku to wszystko się unormuje i będę mogła dodawać posty regularnie. Niedawno także nawiązałam współpracę z portalem Kobiece Porady na który serdecznie Was zapraszam. Możecie tam znaleźć wpisy także innych blogerów, recenzje, pomysły na prezenty (dla spóźnialskich) i inne ciekawe i przydatne posty.
U Was na blogach świąteczna atmosfera a u mnie nadal zaległości. W ostatnim moim poście wspomniałam Wam o kremie, który ostatnio wpadł mi w łapki. Więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi odczuciami na jego temat.
Krem o którym mowa to nic innego jak pewnie znana wszystkim Barwa Siarkowa. Prawdę mówiąc wpadłam na niego całkiem przypadkiem. Miałam trochę czasu przed wykładami z prawa i jazdy i postanowiłam wstąpić do drogerii. Moją uwagę przykuł właśnie ten produkt. Wcześniej słyszałam już o nim od blogerek i był wielokrotnie wspominany we vlogach, które oglądam, ale jakoś nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad jego kupnem aż do wtedy. Postanowiłam go kupić a cena jeszcze bardziej mnie zachęciła ponieważ był na przecenie i kosztował niecałe 10 zł. Tak więc wpadł w moje łapki. Opakowanie wygląda tak jak na zdjęciu. Z tego co widziałam, że jest cała seria łącznie z tonikiem itp. Ja skusiłam się tylko na krem jak na razie.
Muszę Wam powiedzieć, że sama nazwa nie powala i nie zbyt zachęca do zakupu, przynajmniej mnie. Myślałam, że krem będzie miał obrzydliwy zapach. Tutaj spotkało mnie miłe zaskoczenie ponieważ zapach nie jest zły. Jest przyjemny, cytrusowy.
To pierwszy plus jaki zauważyłam po otworzeniu wieczka. Niżej dodaje co napisane jest na opakowaniu. Czyli co robi i jaki powinien dawać efekt a także co zawiera i jak go używać.
Na opakowaniu jest napisane w podpunktach jaki daje efekt, Ja po używaniu tego produktu regularnie przez dwa miesiące chyba mogę powiedzieć już co nieco o tym kremie.
matowa skóra nawet do 14 h - co prawda nie mam problemu ze świeceniem się skóry, ale to prawda, że po paru godzinach już tak skóra zaczyta się tłuścić - szczególnie na czole. Więc byłam bardzo mile zaskoczona już po pierwszym tygodniu stosowania tego kremu, ponieważ problem znacznie się zmniejszył.
cera pozbawiona wykwitów trądzikowych - i słuchacie tu byłam SZCZEGÓLNIE MIŁO zaskoczona, bo po stosowaniu REGULARNEGO tego kremu zauważyłam bardzo znaczną zmianę na plus. Ja od kilku lat walczę z trądzikiem i wiadomo czasami jest go mniej a czasami więcej, ale krem bardzo dobrze radzi sobie z jego zwalczaniem! Po miesiącu stosowania zauważyłam, że jest tego znacznie mniej,a jak już są to po jego użyciu szybciej znikają. -I tu bardzo duży plus.
skóra wypielęgnowana i odświeżona - tu mogę powiedzieć, że krem strasznie ściąga więc polecam używanie go w bardzo małych ilościach, bo po nałożeniu na skórę naprawdę to czuć. I jak nie wierzyłam tak teraz wierzę, że to prawda.
załagodzone blizny - ja mam bliznę na łuku brwiowym i nie zauważyłam żadnej zmiany. Blizna ani się nie zmniejszyła ( co oczywiście uważam za niemożliwe) ani nic innego. Tu akurat uważam, że ten podpunkt mogli sobie darować.
wyrównany koloryt cery - tak, mogę powiedzieć, że krem naprawdę sprawia, że znikają lekkie zaczerwienienia itp. Tu też daje plus.
Co więcej krem idealnie nadaje się pod makijaż. Następnym jego plusem jest jego wydajność. Nie jest go za wiele a starcza na długo. Używam go dwa miesiące na całą twarz i robię to regularnie i zużyłam tylko pół pudełeczka.
Tak więc serdecznie polecam, ale chcę też powiedzieć, że wszystko to o czym pisałam to moje spostrzeżenia i odczucia. Każdy jest inny i niektóre produkty działają na innych inaczej a nawet wcale, ale warto próbować. Ja na 100% kupię jeszcze jeden, bo według mnie warto.
Siedzę sobie pod kocykiem z ciepła herbatą pod kocem przy zapachowej świeczce o zapachu pomarańczy i grzanego wina i można powiedzieć, że rozpływam się w tym zapachu. Cały dom aż pachnie. Uwielbiam, bo zapach naprawdę kojarzy się ze świętami. HA ! I do tego zmienia kolor ! Taki bajer! Idealna świeczka na idealny czas. Dziękuję za prezent.
W wolnym czasie zapraszam na stronę z którą współpracuję------> Kobiece Porady
Po za tym wszystkim bardzo dziękuję za miłe komentarze ! Motywujecie mnie jak najbardziej do dalszego pisania i mam nadzieję, że to się nie zmieni! Dziękuję !
Jeszcze przed świętami na 100% dodam post więc życzenia pojawią się razem z nim. Miłego wieczoru robaczki ! :)
Hej wszystkim! Dzisiaj przychodzę do Was z postem z serii ''ulubieńcy miesiąca''. Co miesiąc będzie się ona pojawiała na moim blogu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Więc nie przedłużając zaczynajmy!
Zacznijmy od kosmetyków !
Pierwszym z nich jest podkład z L'oreal 'True Match'. Tak naprawdę już dawno polowałam na ten podkład i bardzo chciałam go mieć. Dopiero teraz udało mi się złapać go w promocji, bo normalnie nie jest w zbyt zachęcającej cenie.
Sprawdza się u mnie naprawdę świetnie! Kryje wszystkie niedoskonałości. Konsystencja jest dość ciekawa. Gdy wyłożymy go na skórę jest lejąca a gdy rozprowadzimy staje się bardziej sypka ? nie wiem jak to określić, ale tak czy inaczej jak dla mnie jest to must have ( tylko niech stanieje) w Naturze kosztuje ok. 60 zł. Ja dostałam go w Hebe za ok. 34 zł. Więc widać różnicę.
Następnym kosmetykiem jaki w tym miesiącu przypadł mi do gustu jest tusz do rzęs z Rimmel Scandaleyes Flex.
Ekstremalnie wydłuża i dobrze pogrubia rzęsy. Sądzę, że jest najlepszym tuszem jaki używałam dotychczas. Kosztuje ok. 35 zł.
W tym miesiącu miałam dużo uroczystości rodzinnych i urodzin znajomych. Nie lubię zbyt mocno malować ust. Jednak wymyśliłam sobie, że do białej sukienki na uroczystość rodzinną sprawdzi się dobrze czerwona matowa szminka. Więc wybrałam również produkt z firmy Rimmel.
Jest to pomadka z tej serii od Kate Moss. Na ustach nie wygląda wyzywająco. Jest naprawdę świetna! Jej cena mieści się w granicach 20-25 zł.
W tym miesiącu króluje u mnie firma Rimmel ! Ponieważ kolejna rzecz również pochodzi z tej firmy. A mianowicie jest to zestaw do konturowania twarzy także z serii Kate Moss.
Kolory idealnie ze sobą współgrają! Na twarzy wygląda naprawdę świetnie co tu dużo mówić. Kosztuje ok. 20 zł. Więc nie jest źle.
Kolejna będzie nowość firmy L'oreal. Czyli dwufazowa odżywka !
Co jest w niej dla mnie najważniejsze? To to, że nie puszy włosów i sprawia, że są lśniące i naprawdę ładnie wyglądają. Jest z niej bardzo zadowolona. Niestety już mi się kończy, ale o to jak na razie nie muszę się martwić, bo udało mi się wygrać jeszcze zestaw kosmetyków Elseve w konkursie L'oreal #WOWMYHAIR
Śmieszna sytuacja, bo właśnie pojawił się u mnie kurier z nagrodą ! :D Pierwszy raz w życiu coś wygrałam! Może to nie torebka Pilewicz (która była główną nagrodą) tylko szampon i odżywka ! Ale i tak się bardzo cieszę !
Następnym kosmetykiem o ile mogę to tak nazwać jest coś o czym wspominałam już na swoim blogu. Mówię tutaj oleju rycynowym. Mistrzem wszechstronności.
Po ponad miesiącu stosowania na włosy raz w tygodniu moje włosy są widocznie odżywione a brwi ciemniejsze. Nie mogę tutaj także pominąć, że przyciemnił moje rzęsy i wydłużył. Nigdy nie pomyślałabym, że produkt który można dostać w każdej aptece za śmieszne pieniądze bo buteleczka na zdjęciu kosztowała mnie niecałe 3 zł może zdziałać takie cuda po dosłownie serią tortur dla moich włosów. To jak na razie miesiąc systematycznego stosowania. Jeśli coś jeszcze zauważę po dłuższym stosowaniu tego oleju na pewno pokaże Wam efekty. Teraz niestety nie mam jak ponieważ nie robiłam zdjęć PRZED !
Przejdźmy do ubrań !
Ostatnio pogoda w moim mieście to jakaś porażka ! Przez pół dnia jest okropnie zimno a następne pół ciepło jak w lato! Dobija mnie to ! Jak nigdy nie stosowałam rano prognozy pogody tak teraz codziennie gdy wstaję sprawdzam co tym razem dzień przyniesie.
Tak więc gdy okaże się, że będzie zimniej zabieram ze sobą płaszczyk, który pokazywałam już Wam w haul'u.
Jest naprawdę jedną z moich ulubionych rzeczy ostatnio! Doskonale sprawdza się z czarnymi spodniami i białą bluzką. Ta którą widzicie na zdjęciu jest ostatnio także moim must have! Uwielbiam dłuższe płaszczyki. Jestem osobą, która nie przepada zbytnio za kurtkami. Wolę płaszcze. W kurtkach wyglądam jak kulka.
Następnymi rzeczami jakie Wam pokażę i które także uwielbiam oraz które bardzo przypadła mi do gustu tej jesieni będzie bluzka z długim rękawem oraz jasne spodnie.
Jest to bluzka totalnie w moim stylu. Z góry od razu przepraszam Was za lekko pogniecioną, ale właśnie to jest jedyny minus tej bluzki. Wystarczy, że gdzieś na chwilę usiądę i już jest pognieciona. Ale mimo wszystko sprawdza się świetnie gdy jest nieco cieplej! Uwielbiam ją.
Spodnie idealnie leżą. Są świetne ! Są jak dla mnie bez wątpienia wygodne i strasznie mi się podobają.
Pamiętacie jak wspominałam, że na Piana Party zgubiłam mój ukochany zegarek z Calvin'a Klein'a ? Tak teraz pewna osoba zrobiła mi cudowną niespodziankę i podarowała mi na imieniny drugi ! Także z tej samej firmy i uwielbiam go tak samo jak ten poprzedni.
Lubię właśnie takie proste, niezbyt wymyślne zegarki i ogólnie biżuterię, która jest delikatna i do wszystkiego pasuje. Ten zegarek właśnie taki jest. Nie rozstaję się z nim od momentu kiedy go dostałam! (Boże daj by nie podzielił losu swojego poprzednika).
Teraz czas na aplikacje!
Ogólnie muszę Wam powiedzieć, że nie gram w żadne gry...znaczy... nie grałam! Bo gdy wpadłam dosłownie przypadkowo na tą grę siedząc na wolnej pracowni w szkole to tak mnie wciągnęła, że udało mi się dostać na ranking i mieć pierwsze miejsce! Poza tym jest świetnym rozwiązaniem na zabicie czasu, gdy rano na przykład czekacie na autobus lub w samolocie, gdy wybieracie się w daleką podróż. Jest bardzo prosta. Nazywa się Slither i polega na tym, że pełza się wężem i zbiera świecące kuleczki? haha tak to ujmę! Resztę sami się zorientujecie gdy zagracie! Ostrzegam! Strasznie wciąga!
Następną kategorią są wydarzenia.
Jestem osobą, która uwielbia sport. Sama trenowałam pływanie 9 lat, ale niestety nabawiłam się kontuzji i musiałam zaprzestać trenować. Tak czy inaczej z całą pewnością pierwszym wydarzeniem właśnie związanym ze sportem będzie mecz naszej lokalnej drużyny, który wygrał z ekstraklasą! Obiecaliśmy sobie z Dawidem, że jeśli dojdą do finału Pucharu Polski jedziemy na mecz! Więc jeszcze parę meczy i widzimy się w Warszawie!
HA! Jeszcze w dzień tego meczu przebiliśmy przypadkowo oponę w aucie! Było wesoło!
Nie mogę również pominąć Piana Party oraz wygrania loży ze Stiflerem i ekipą z Warszawy !
Kolejne będą filmy !
Więc naprawdę cudownym filmem na którym byłam w kinie ( jestem kinomaniakiem) jest ,,Zanim się pojawiłeś''. Jest to romans, ale nie taki jak wszystkie inne. Nie jest jak dla mnie przesłodzony. Naprawdę jest cudowny. Jeszcze z muzyką Eda w tle. Coś pięknego! Serdecznie polecam ! Jest to 100% ulubieniec tego miesiąca!
Dodam jeszcze, że z niecierpliwością czekam na film, który w kinach pojawia się w ten weekend. Mowa tutaj o ''Nie oddychaj''. Gatunek co prawda inny, ale wydaje się naprawdę ciekawy. Jesteście ciekawi recenzji? Piszcie w komentarzach!
Teraz czas na serial!
Nie wierzę, że teraz to napiszę i to WINA MOJEJ MAMY! Totalnie mnie tym zaraziła. Tak bardzo broniłam się przed tym serialem, ale się nie udało! Mowa tutaj o ,, Wspaniałe Stulecie'' ! Ja naprawdę nie wiem jak to się stało, ale serial mnie zaciekawił. Mówi o losach pokolenia Osmanów.
Ostatnią kategorią i chyba moją ulubioną jest muzyka.
Wspominałam już w tym poście o Edzie Sheeran'ie. Piosenką która towarzyszy mi już przez długi okres to kawałek Photograph. Tekst jest przepiękny. Jest to moja ulubiona piosenka do której zawsze wracam i dotąd mi się nie znudziła a słucham jej od kiedy wyszła. Mam z nią cudowne wspomnienia.
Oh you can fit me Inside the necklace you got when you were sixteen Next to your heartbeat Where I should be Keep it deep within your soul
Kolejną piosenką która kojarzy mi się właśnie z koncertem na którym byłam już prawie rok temu w Newcastle jest piosenka One Direction ,,If I Clould Fly ''. Jej tekst jest przepiękny. Wiąże z nią niesamowite przeżycia właśnie z tamtego czasu. Pobytu chociaż na chwilę w Anglii i okazji posłuchania ich na żywo.
For your eyes only, I show you my heartFor when you're lonely and forget who you areI'm missing half a me when we're apart Now you know me, for your eyes only For your eyes only
To już wszyscy ulubieńcy z tego miesiąca! Mam nadzieję, że post Wam się spodobał. Dziękuję za wszystkich obserwatorów i komentarze jakie zostawiacie. To naprawdę motywuje. Także mam nadzieję, że będzie Was coraz więcej i komentarze nadal będą przybywać. Jeszcze raz bardzo dziękuję. Piszcie także co Wy chcielibyście zobaczyć na moim blogu. Mam mnóstwo pomysłów i mało czasu na ich realizowanie, ale zależy mi na Waszym zdaniu? Może jakaś relacja z wydarzenia? Q&A ? Jeśli tak piszcie pytania w komentarzach ! Pozdrawiam i życzę miłej nocy. Tym co idą jutro do szkoły życzę przede wszystkim siły! Bo nie wiem jak u Was, ale dla mnie wczesne wstawanie to koszmar! Do następnego! :*
Cześć dziewczyny, bo to wpis raczej do Was ! Dzisiaj chciałam zrobić recenzję dwóch płynnych matowych pomadek. Jako, że moda na pomadki Kylie Jenner nadal trwa i ten cały szał na ów kosmetyki wziął się właśnie od niej, robię dzisiaj ten post. Cena pomadek od Kylie jest dość duża dlatego warto poszukać zamienników.
Zaczynajmy!
Pierwszą pomadką jaką chciałam Wam przedstawić jest WIBO MILLION DOLLAR LIPS.
Kiedy weszła do sieci Rossmann bardzo ciężko było ją zdobyć. Sama szukałam uparcie jej przez kilka tygodni w różnych sklepach, bo akurat w moim mieście i sąsiednich została wykupiona w ekspresowym tempie. Pomadka ma kolor ciemnego przybrudzonego różu może nawet trochę przypomina fiolet, nie wiem. Tak czy owak kolor bardzo przypadł mi do gustu. Na opakowaniu pisze, że posiada super trwałą formułę, która wytrzymać na ustach ma do czterech godzin. Faktycznie mogę jeść, pić i nic z nią się nie dzieje. Zapach pomadki niestety nie zachwyca jak pomadki Kylie. Krótko-pachnie chemią. Kosmetyk niestety też wysusza lekko usta. Jej cena to około 12 zł.
Tak wygląda po nałożeniu na dłoń.
Dobrałam do niej konturówkę także z firmy Wibo.
Firmy niestety już nie widać, bo napis zdążył się zetrzeć, ale możecie uwierzyć mi na słowo. Kosztowała ona około 8 zł.
Tak oba kosmetyki prezentują się na dłoni.
Szczerze mówiąc ciężko było wybrać idealny odcień konturówki. Ten jest przynajmniej zbliżony.
Tak konturówka i pomadka prezentują się na moich ustach.
Jestem osobą bardzo wybredną jeśli chodzi o kosmetyki. Moja ocena pomadki to 8/10 jedyne co w niej mi się nie podoba to to, że wysusza lekko usta i brzydko pachnie.
Jak dla mnie pomadka w jakimś małym stopniu jest zbliżona do pomadki Kylie Dolce K.
Następną płynną pomadką matową jest pomadka z essence XXXL LONGLASTING LIPGLOSS
Ma przepiękny kolor nude. Kupiłam ją dość dawno i z tego co zauważyłam nie ma już jej na półkach Rossmann'a. Kosztowała około 10 zł o ile się nie mylę. Ma cudowny zapach kawy. Niestety jej formuła jest nie trwała. Wystarczy, że coś zjem, napiję się i już nie mam jej na ustach.
Tak pomadka wygląda na dłoni.
Postanowiłam dobrać do niej konturówkę także marki essence Lipliner 06 satin mauve. Kolor też nie jest idealny jak pomadka, ale przybliżony.
O ile się nie mylę kosztowała w granicach 6 zł.
Tak oba produkty prezentują się na dłoni.
Tak produkty prezentują się na moich ustach.
Moja ocena tej pomadki to 7/10. Mimo, że ładnie pachnie i ma cudowny kolor to jednak liczyłam, że będzie trochę bardziej trwała.
Ta zaś w minimalnym stopniu przypomina mi pomadkę Kylie Koko K.
Któraś z Was posiada którąś z nich? Jeśli tak zostawcie swoje opinie w komentarzu ! Może macie jakichś swoich ulubieńców? Koniecznie napiszcie chętnie wypróbuję coś nowego!
To już wszystko w dzisiejszym poście. Mam nadzieję, że się podobało. Dziękuję za wszystkie komentarze ;) Zostawiajcie je! To bardzo motywuje. Buziaki :* ~ Rox.